poniedziałek, 18 kwietnia 2016

#23 - Tym razem będzie inaczej

Katniss! Słyszę głos w głowie który mnie nawołuje. Dźwięk ten jest jednostajny i ciągle się powtarza.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Effie zaczyna pstrykać  palcami. Patrzę na jej twarz. Pod oczami ma zaczerwienienia, najprawdopodobniej ze zmęczenia. Jej włosy są upięte w luźny kucyk, a kilka kosmyków spoczywa na jej ramionach. - Powtórzę jeszcze raz. Paylor i Beetee maja dla nas ważną wiadomość, która najprawdopodobniej nie jest związana z igrzyskami.
Oddycham z ulgą. W ostatnim czasie często wchodzimy na ten temat próbując wymyślić jakiś plan. Często jednak kończy się to kłótnią ze strony Haymitcha i Effie. Nie wiem skąd u nich ostatnio takie podejście do siebie, ale nie chcę o to wypytywać żadnej ze stron. Znam ich i wiem, jak to może się skończyć.
- Znowu lecimy do Kapitolu? - pytam, podpierając swoją głowę ręką.
- Tym razem to oni się pofatygują - Effie uśmiecha się do mnie, a następnie łapie kubek kawy i rusza do salonu. Postanawiam pójść w jej ślady.
- Tak przy okazji, Paylor zaproponowała mi, że mogę zamieszkać w pałacu sprawiedliwości - siada na fotelu i podciąga nogi do góry. Nurtuje mnie tylko jedno pytanie, nie za bardzo powiązane z jej informacją.
- Effie? Od kiedy ty jesteś z panią prezydent na "ty"? - mrużę oczy ciekawa tej wiadomości.
- To mało istotne - odpowiada, nie patrząc na mnie. W mojej głowie zaczynają błądzić jej słowa. Słyszę je w swojej podświadomości, tylko kilka razy donośniejsze i szybsze. Z nawyku spoglądam przed siebie. Dostrzegam leżące na komodzie drewniane pudełko, w którego wnętrzu są rzeczy takie jak perła, którą dostałam od Peety, czy broszka z kosogłosem. Nie potrafię stłumić słów, które uporczywie plątają mi się w głowie. Nie widzę co robi Effie, nie słyszę żadnych dźwięków poza trzema słowami i dziwnym szumem, który  próbuje przebić się przez pasmo powtarzających się wyrazów. Dziś rano było to samo. Nie wiem co się ze mną dzieje. Obraz przed oczami zaczyna mi się rozmazywać, ja jednak spoczywam na tym samym miejscu co przedtem. Boję się, że za chwilę coś może się stać. Nie tylko mi ale również Effie, a co gorsza Peecie. Chociaż go tu nie ma, czuję się bardzo dziwnie wspominając o nim w tym momencie. Tak jakby stał za mną i podtrzymywał moją obłąkaną duszę. Czuję się tak jakbym dźwigała nie tylko mój ciężar winy i wszystkich smutnych wspomnień, ale również jego. Dźwięki w głowie powodują, że zaczyna ona pulsować. Zaczyna mi być duszno, a jednocześnie zimno. W pewnym momencie czuję coś ciepłego na ramieniu, czuję jak coś bierze mnie na ręce, a następnie mocno obejmuje.
 - Katniss - nie wiem czyj to głos. Słowa mieszają się z rytmem wybijanym w mojej głowie przez co trudniej mi zrozumieć sens wypowiedzi.
- Zabierzmy ją do szpitala - echo powoli cichnie. Nie słyszę już słów. Pozostało jednak uporczywe pulsowanie.
- Katniss, proszę obudź się. Obudź się - już poznaję ten głos. Wiem, że jestem bezpieczna. Powoli zaczynam znów czuć ciepło. Obraz przed oczami staje się wyraźny.
- Co... - mówię z zachrypniętym głosem. - Co się stało?
- Katniss, dzięki Bogu - Peeta spogląda na mnie z góry, a następnie składa delikatny pocałunek na moich ustach.
- Ja dalej jestem za tym aby zabrać ją do lekarza - Effie podciąga nogi na fotelu i jak gdyby nigdy nic pije swoją kawę.
- To było zwykłe osłabnięcie - Haymitch spogląda na Effie spode łba, a ta ucieka od niego wzrokiem. - Nie widzę potrzeby aby fatygować się gdy mamy do zrobienia ważniejsze rzeczy.
Peeta przysiada koło mnie i obejmuje mnie w pasie.
- A ty jak zwykle swoje. Mógłbyś się czasami zamknąć?! - przyglądam się całej sytuacji. Effie krzyczy, Haymitch odkrzykuje, a na końcu któreś z nich wychodzi. Witam w naszej codzienności. Zazwyczaj w tym momencie zakładam się z Peetą kto tym razem się podda wychodząc. Dzisiaj jednak nie mam siły aby wykonywać żadną z czynności życiowych, oprócz oczywiście oddychania. Wtulam się w Peetę. Czuję intensywny i przyjemy zapach, którego mi tak bardzo brakowało. Rozchodzi się w moich nozdrzach i uspokaja moje ciało. Peeta delikatnie głaszcze mnie po plecach.
- Jak się czujesz? - pyta mnie po chwili.
- Dobrze - mruczę pod nosem. Nie chcę go zamartwiać.
Spogląda na mnie  ze współczuciem w oczach.
- Nie zamierzam tu dłużej zostać! - Effie unosi się na Haymitcha. Spoglądam jej w oczy i widzę w nich łzy. Mój mentor znudzony kłótnią przysiada na fotelu.
- Tak? - śmieje się cicho zaintrygowany. - A gdzie to się wybierzesz?
- Zamieszkam w pałacu sprawiedliwości, a tobie nic do tego! - Effie krzyknęła na Haymitcha i pobiegła  po schodach na pierwsze piętro.  Mój mentor wstał, kiwnął do nas głową na pożegnanie i udał się do wyjścia. Zostałam sama z  Peetą. Oderwałam się od jego piersi i spojrzałam mu w oczy. W jego źrenicach widać było rozproszone światło padające z kominka. Uśmiechnęłam się lekko i ponownie wtuliłam w chłopaka.
- Co będzie dalej? - Spytał po chwili. Wiedziałam, że muszę mu odpowiedzieć, a jednak nie potrafiłam. Zależało mi na Peecie zwłaszcza po tym, co ostatnimi czasy oboje przeżyliśmy. Bałam się, że moimi słowami wszystko zepsuję.
- Nie wiem - powiedziałam cicho po chwili namysłu.
- Ostatnim razem w podobnej sytuacji zostaliśmy rozdzieleni przed ćwierćwieczem - odparł, jakby niepewnie. Otworzyłam oczy zdziwiona, a zarazem szczęśliwa, że to pamięta.
- Peeta...- wyślizgnęłam się z uścisku i spojrzałam w jego oczy.
- Nie, Katniss. Tym razem będzie inaczej - dokończył za mnie.

------------------------------------------------
Witam po baaardzo długiej przerwie. Przepraszam was za ten tymczasowy "odpoczynek" ale nie potrafiłam się zmotywować oraz starałam się skupić na nauce. Na przeprosiny notka. Mam nadzieję, że się wam spodoba :) Mam dla was również lekkie uchylenie okna co do kolejnych notek, gdyż przez ten jakże długi czas wymyśliłam ogrom wątków i dalsze potoczenie się fabuły. Jedyne co wam powiem - będzie dużo zwrotów akcji oraz wyjaśnią się sprawy z poprzednich rozdziałów. Jednak na wszystko czas! Więc czekajcie cierpliwie, a niebawem kolejna notka :)
D&S


piątek, 26 lutego 2016

Całkiem (nie)zwykły dzień


Kochani,
dziś, 27 lutego piszę do Was ja, Sophie, w niecodziennym poście. Zastanawiacie się o co chodzi?
Otóż twórczyni tego opowiadania, Dagmara, obchodzi urodziny!

Czego mogę Ci życzyć?

Logana Lermana, z którym kiedyś się spotkasz, on się w tobie zakocha i razem będziecie wiedli szczęśliwe zakończenie; aby uśmiech nigdy nie schodził ci z twarzy; mnóstwa weny i inspiracji do tworzenia - opowiadań, rysunków; prawdziwych i cudownych przyjaciół (takich jak ja!♥); ograniczenia łez, do tych tylko ze szczęścia; duuużo miłości i czytelników ♥♥♥

SPEŁNIAJ MARZENIA KOCHANA!
"Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią, a znokautowanie trzymetrowego trolla górskiego na pewno jest jedynym z nich." 

A wy czego życzycie niesamowitej i jedynej w swojej rodzaju Dagmarze? ☺

sobota, 16 stycznia 2016

SPECJALNE - Świąteczna 12 #2



Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)♥

Sophie



♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫

Peeta otwiera drzwi, a ja zamieram. Boję się, chociaż sama nie wiem dlaczego. Przecież to tylko Haymich. I Effie. Kiedy myślę o kobiecie, czuję, jak skręca mi się żołądek. Nie spodoba się jej. Przecież to jest za skromne, jest za mało brokatu i przepychu. Oddycham nerwowo. Uspokój się, Katniss. Chyba, że znów chcesz wylądować w łóżku, a inni będą się zastanawiać, czy nie wezwać lekarza, upominam siebie.
Peeta gładzi mnie po plecach, dodając mi otuchy. Uśmiecham się i spoglądam przed siebie, napotykając zmartwiony wzrok Haymitcha, Moja panika trwała zaledwie kilka sekund, ale jest pewna, że mężczyzna to zauważył. Jednak, gdy zwraca uwagę na uśmiech, który gości na moje twarzy, zauważam, że się rozluźnia. Stoi z Effie pod ramię, wyraźnie zadowolony.
- Katniss, skarbie! Wyglądasz pięknie! – wykrzykuje Effie i obcałowuje mi obydwa policzki. Kątem oka zauważam, że Haymitch i Peeta się witają i szepczą coś do siebie. Postanawiam udać, że tego nie widzę i odpowiadam Effie.
- I kto to mówi! Nigdy ci nie dorównam, Effie – odpowiadam, przyglądając się bajecznej sukni, którą ma na sobie. Ma złotawy kolor, a przy najmniejszym ruchu błyszczy się delikatnie. Kończy się tuż za kolanem, a tył sięga samej ziemi. Rękawy przykrywają drobne nadgarstki Effie, na których znajduje się srebrny szlaczek. Na nogach Effie znajdują się także złote buty na obcasie. Mimo takiego koloru, sukienka nie wygląda prowokacyjnie, ani imprezowo. Wydaje mi się, że idealnie pasuje na taką okazję. Ostatnią rzeczą, która mnie dziwi są włosy kobiety. Opadają delikatnymi falami na ramiona, a blado-różowy kolor idealnie podkreśla jej rysy.
- W końcu mam dostęp do ubrań wprost z Kapitolu – chichocze. Odpowiadam jej szerokim uśmiechem.
- Effie! – słyszę ciepły głos tuż za mną.
- Peeta! – Effie składa ręce przed sobą i wydaje się być zachwycona wyglądem Peety. Chłopak przytula ją, śmiejąc się serdecznie.
Haymitch ciągnie mnie delikatnie i przytula. Myślę, że już mnie puści, kiedy słyszę jego szept tuż przy uchu:
- Wszystko dobrze? – zawzięcie kiwam głową.
- Zwykłe nerwy – odsuwam się. – Myślisz, że to takie proste? Zorganizować całą tą Wigilię?  - Haymitch uśmiecha się kpiąco.
- Oczywiście, że tak.
- A więc postanowione – przesuwam się w stronę ukochanego i dotykam jego ramiona. – Haymitch zaproponował, że w przyszłym roku on się tym zajmie – mówię głośno, starając się zachować poważny wyraz twarzy. Jednak kiedy mój wzrok spoczywa na Effie, wybucham śmiechem. Patrzy zdziwiona na mężczyznę, z ustami ułożonymi w idealne „o”.
- Haymitch! Obiecałeś, że nie będziesz nic pić przed wigilią! – karci go, a my z Peetą nie potrafimy przestać się śmiać. Niedoszły mentor patrzy na nas spode łba.
Peeta śmieje się jeszcze głośniej, a ja ściskam jego rękę, widząc, że zaraz rozpocznie się niepotrzebna kłótnia.
- Ja wcale… Przecież… Katniss! – Haymitch znów patrzy na mnie, gromiąc mnie wzrokiem. Peeta zamyka drzwi, tym samym odwracając uwagę gości.
- Chodźcie usiąść do stołu – mówi, prowadząc ich do jadalni. Ustawiamy się przy krzesłach. Zapada cisza.
- Em… Chciałbym podziękować za to, że mogę być tu z Wami w jednym kawałku. W końcu to wasza zasługa. – odzywa się Peeta. Następnie spogląda na Effie, dając jej znak, że nastała jej kolej. Kobieta zastanawia się chwilę, aż wreszcie zaczyna mówić.
- Dziękuję, że mnie zaprosiliście i chociaż ten jeden raz nie muszę być sama w święta. Miejmy nadzieję, że nie zabraknie tu śmiechu, bo inaczej zacznę żałować, że nie jestem w Kapitolu i nie oglądam głupich filmów. – wydyma wargi, ale po chwili śmieje się krótko. Spogląda na mnie.
- Ja… - mówię cicho. – Po prostu dziękuję, że jesteście – wydaje mi się, że to wyraża więcej, niż nie jedna przemowa. Posyłam wzrok Haymitchowi, który mruczy coś w odpowiedzi.
Dochodzimy do wniosku, że to było jego podziękowanie, a więc prosimy gości, aby usiedli, a ja z Peetą idziemy do kuchni.
Chłopak całuje mnie w czoło, chwyta miskę z kilkoma rybami, które udało nam się rano złapać w jeziorze w lesie i idzie do jadalni. Kończę przygotowywać resztę potraw, a Peeta zanosi je na stół. W końcu bierze ostatni talerz, na którym znajduje się indyk. Uśmiecham się zadowolona z siebie. Podążam za nim.
Kiedy siadamy, zaczynamy ucztę. Na początku kroję mięso nakładając każdemu na talerz. Następnie każdy sięga po to, co lubi.
Podczas jedzenia opowiadamy sobie historie z ostatniego miesiąca. Najwięcej opowiada jak zwykle Effie. Oświadcza nam, że wraca do Kapitolu dopiero po nowym roku, a ja oferuję jej miejsce w gościnnym pokoju. Kobieta reaguje szerokim uśmiechem i mówi, że z chęcią tu zostanie. Wspomina także, że uwielbia przebywać u nas w domu, co kwituję wielkimi, czerwonymi rumieńcami.
Kończymy i odsuwamy talerze.
- Kiedyś w szkole na historii, nauczycielka wspominała, że jedną z tradycji było szukanie pierwszej gwiazdy na niebie – wspominam, mimowolnie wyglądając przez okno.
- Możemy się ubrać i wyjść na dwór – proponuje męski głos. Odwracam się, gotowa zobaczyć Peetę, ale to Haymich wpatruje się w nas pytająco. Propozycja padła z jego strony.
- Z chęcią – odpowiada za nas wszystkich Effie, głosem, przepełnionym szczęściem. Nie spodziewałam się, że tak bardzo jej się spodoba ta skromna uroczystość.
Ubieramy kurtki i wychodzimy na środek chodnika. Jest chłodno, ale nie na tyle, żeby trząść się z zimna. W czwórkę spoglądamy w niebo. Mój wzrok od razu pada na jeden świecący punkcik. Wzdycham cicho i wskazuję palcem w niebo.
- Tam jest – mówię spokojnym głosem. I wtedy na nosie czuję coś zimnego i mokrego. Wydaje mi się, że to jakieś przewidzenie, ale po chwili znów to czuję, tym razem na ręce.
- Śnieg – szepcze Peeta. Śmieję się głośno. Tak bardzo za tym tęskniłam. Kiedy przytulam chłopaka przypomina mi się tournée po 74. Igrzyskach i transmisję z 12. I nasze piękne pośliźnięcie się na lodzie. A następnie pocałunek ciepłych ust. Mimowolnie unoszę głowę i znów ich dotykam. Są dokładnie takie jak zapamiętałam.
- Ej dzieciaki. Przegapicie wszystko – mówi Haymitch klepiąc nas po ramieniu. Odsuwam się i spoglądam w idealnie niebieskie oczy Peety.
Haymitch znów mnie klepie po plecach, a ja odwracam się, chcąc powiedzieć, żeby dał nam spokój kiedy zauważam to, co dzieje się za nim.
Śnieg padający z nieba przybrał na sile. Chodnik, na którym stoimy wygląda jak przykryty białym obrusem.
- Wesołych świąt! – krzyczę, a inni odpowiadają mi śmiechem i takim samym okrzykiem. Stoimy w czwórkę obok siebie i śmiejemy się.
TO przekracza moje najśmielsze oczekiwania. Jest idealnie.

piątek, 8 stycznia 2016

SPECJALNE - Świąteczna 12 #1


Otwieram kolejną szafkę i wracam do szukania. Nagle słyszę otwierane drzwi, więc odwracam się gwałtownie. Zauważam Peetę, uśmiechniętego od ucha do ucha.

Opuszczam ręce i zwracam się do chłopaka:

- Co się tak śmiejesz? - zakładam ręce na piersi. Peeta przybliża się do mnie. Kiedy stoi kilka centymetrów przede mną, moje serce mięknie, a na twarzy pojawia się delikatny uśmiech.

- Uśmiecham  się bo jestem szczęśliwy. Jestem szczęśliwy, bo mam cię przy sobie – składa pocałunek na moim czole, a ja na chwilę zamykam oczy, dając się ponieść chwili. – No i za tydzień święta. Uwielbiam ten okres! – w jego oczach zauważam iskierki radości. – Wiesz co, Katniss? Tak pomyślałem, że możemy zorganizować małą wigilię. Ty, ja i Haymitch. Może nawet uda nam się zaprosić Effie. Co o tym sądzisz? – mój uśmiech blednie. Odwracam się
z powrotem w stronę szafki. Nie chcę nic mówić. Chciałabym spędzić ten czas z osobami które kocham, przecież to jasne. Ale jest mały problem.

Peeta kładzie swoje ciepłe dłonie na moich biodrach i nachyla się do mojego ucha.

- Coś się stało? – szybko kręcę głową, zaciskając powieki. – Katniss. Proszę, powiedz.

Odwracam się w stronę chłopaka. Jego brwi są zmarszczone, a na twarzy widzę niepokój.

- Ja… Ostatni raz porządnie obchodziłyśmy wigilię kiedy tata żył. Później – na policzki zaczynają kapać mi łzy – nie było sensu. Bez taty to nie było to samo. Wtedy było tak… normalnie – Peeta wyciąga rękę w moją stronę i ociera mi łzy, po czym zamyka mnie w swoich ramionach. W miejscu, gdzie czuję się bezpieczna i kochana. Wdycham jego zapach – czuję świeże pieczywo.

- To będą twoje najlepsze święta, obiecuję ci to – szepcze w moje włosy. Kiwam głową i się nie odzywam.

Kiedy po chwili Peeta mnie puszcza, znów odwracam się w stronę szafki. Wyjaśniam Peecie czego szukam, a on od razu się przyłącza. Rozgląda się dookoła i podchodzi do jednego z regałów. Po chwili dobie mnie zwycięski okrzyk.

- Znalazłem! – szybko podchodzę do miejsca w którym stoi chłopak. Wyciągam mu przedmiot z ręki i oglądam dokładnie. Wygląda tak, jak ją zapamiętałam.

- Idealnie nada się na stół, prawda? – pytam, uśmiechając się. Peeta potakuje i przygląda się beżowej świecy, którą trzymam w dłoniach. 



♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫



Niespokojnie spoglądam na zegar wiszący na ścianie. Za niecałą godzinę ma się tu pojawić Haymitch. Effie także obiecała, że się zjawi. Kiedy tylko jej o tym powiedzieliśmy, od razu przyjęła nasze zaproszenie. Strasznie się denerwuję, ale obecność Peety dodaje mi otuchy. Kiedy na niego spoglądam, zauważam, że musiał mi się od dłuższego czasu przyglądać. Wyraz twarzy ma zamyślony, ale zauważam coś w jego oczach. Bezgraniczna miłość. Uśmiecham się sama do siebie myśląc o tym.

Wycieram ostatni talerz i biorę cztery z nich do ręki. Przez chwilę mam wrażenie, że talerze mi spadną, ale nadal leżą na swoim miejscu. Szybko przechodzę do jadalni. Na samym środku stoi stół, przykryty białym obrusem. W kominku pali się ogień, a ponad otworem są przyczepione cztery skarpety. Słyszałam, że kiedyś to było zwyczajem, więc postanowiłam się to zrobić. Na moich policzkach wykwitają rumieńce. Przecież to jest takie dziecinne. Już mam zamiar zerwać skarpety, kiedy ciepła dłoń chwyta mnie za rękę.

Peeta patrzy na mnie karcącym spojrzeniem. Wbijam wzrok w podłogę. Super. Zostałam przyłapana na gorącym uczynku. Teraz jestem pewna, że rumieńce na moich policzkach są doskonale widoczne. Peeta unosi mój podbródek i patrzy mi w oczy, dodając mi pewności siebie. Ściskam jego rękę. Upajamy się tą chwilą.

Po chwili czuję miękkie usta Peety na moich wargach, a jego ręce wędrują na moje biodra. Delikatnie przyciąga mnie do siebie. Odwzajemniam pocałunek. Kiedy brak nam tchu, przerywamy. Przytulam się do niego, znów czując się bezpiecznie.

Wtedy mój wzrok pada na zegar i o mało co nie przewracam się ze zdziwienia. Zostało nam dwadzieścia minut.

Biegnę do kuchni, ciągnąc za sobą Peetę.

- Zajmę się potrawami, a ty przygotuj ciasta, dobrze? – chłopak kiwa głową, przelotnie całuje mnie w policzek i wyciąga paterę, na której układa ciastka, w tym kilka pierników, które upiekł niedawno. Mam ochotę rzucić wszystko i zabrać się za pałaszowanie słodkości.

Przywołuję się jednak do porządku. Nakładam rybę na podłużny talerz, a dodatki wędrują do średniej wielkości miseczki. Zanoszę jedzenie na stół. Przez chwilę się zastanawiam, gdzie umieścić potrawę, ale w końcu decyduję się położyć ją po prawej stronie, zostawiając na środku wolne miejsce. Miejsce, przeznaczone na danie główne.

Chłopak zaczyna mi pomagać, a ja przyjmuję to z wdzięcznym uśmiechem.

- Jak chcesz, to możesz iść się przebrać. Poradzę sobie. – mówi Peeta.

- Na pewno?

- Na pewno. – odpowiada. Idę do łazienki, po drodze zabierając sukienkę z pokoju.

Szoruję się dokładnie, szybko myjąc włosy. Kiedy wychodzę z wanny, osuszam ciało szorstkim ręcznikiem. Delikatnie ubieram granatową sukienkę. Jej rękawy sięgają mi do łokci, a kończy się tuż za kolanem. Przeczesuję palcami mokre włosy i daję im chwilę na wyschnięcie. Po chwili starannie zaplatam je w estetyczny warkocz.

Wracam do pokoju i otwieram szafę. Przede mną stoją buty do polowania, stare trampki i buty na obcasie, które podarowała mi Effie. Wzdycham. Najchętniej byłabym boso, ale wiem, że ubierając szpilki sprawię kobiecie niezwykłą przyjemność.

Kiedy wracam do jadalni, Peeta odwraca się w moją stronę i zamiera.

- Wyglądasz… - cichnie, nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa. Zaczynam chichotać. Chłopak uśmiecha się szeroko. – zjawiskowo. Rumieńce znów wykwitają na moje twarzy, a ja zasłaniam dłonią usta, usilnie starając się uciszyć. Podchodzę do Peety i delikatnie pcham go w stronę drzwi.

- Twoja kolej – znów patrzy na mnie. Po chwili odwraca się i zmierza w stronę łazienki.

Upewniam się, że wszystko na stole jest na swoim miejscu. Poprawiam serwetki. Cofam się, podziwiając całość. Brakuje jeszcze jednej rzeczy.

Sięgam po specjalnie przygotowany niezbyt długi patyczek. Podpadam jego koniec w kominku,  następnie zapalam nim świecę, która znajduje się na stole. Następnie wrzucam patyk do płomienia. Przyglądam się przez chwilę, jak płomień trawi drewno.

- I co powiesz? – odwracam się, słysząc głos Peety. Jest ubrany w szary garnitur, idealnie podkreślający niebieski kolor jego oczu. Na nogach ma buty w podobnym kolorze.

- Idealnie. – uśmiecham się delikatnie.

- Czy ja wiem… To ty dzisiaj jesteś gwiazdą wieczoru, przyćmisz mnie. – mówi, robiąc smutną minę. Podchodzę do niego i łapię go za rękę.

- Nieprawda. – mówię cicho, wpatrując się w jego oczy. Serce mi przyśpiesza i jedyne co słyszę, to miarowe bum-bum-bum.

Peeta odsuwa się i lustruje mnie wzrokiem. Po chwili zgina się w pół i kłania.

- Madame – odzywa się głębokim głosem. Również przybieram poważny wyraz twarzy. Łapię dwa brzegi sukienki i dygam przed nim. Na moją twarz niespodziewanie wpełza uśmiech.

Peeta wyciąga w moją stronę dłoń, a ja bez wahania ją łapię. Nagle chłopak przyciąga mnie do siebie. Całuje, a po chwili okręca mnie wokół własnej osi. Obydwoje wybuchamy śmiechem. Powtarza tą czynność jeszcze kilka razy, aż wreszcie zaczyna mi się kręcić w głowie. Ściskam jego rękę i opieram się na nim, zamykając oczy i głęboko oddychając.

Chłopak chowa rękę do kieszeni i wyciąga coś, co zakłada za moje ucho. Ciągnę go w stronę lustra. Peeta obejmuje mnie od tyłu, a ja spoglądam na swoje odbicie.

Przede mną stoi zarumieniona dziewczyna, z szerokim uśmiechem i pojedynczą prymulką we włosach. A za nią znajduje się najpiękniejszy mężczyzna jakiego widziała. Odwraca się w jego stronę i składa na jego policzku pocałunek.

- Dziękuję – szepczę.

Nagle rozlega się dzwonek przy wejściu. Moje serce przyśpiesza, a ja zaczynam porządnie się denerwować. Peeta bierze mnie pod ramię i podchodzimy do drzwi. W jego kieszeni zauważam przekrzywioną prymulkę. Poprawiam ją, a następnie wygładzam sukienkę.

- Gotowa? – pyta. Biorę głęboki oddech.

- Z tobą zawsze.

♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫
A oto i troszkę spóźniony rozdział specjalny! :)
Bardzo dziękuje Sophie za pomoc, bo to ona napisała tą notkę :)
Mam nadzieję, że wam się spodobała.
Teraz kilka spraw:
1.Serdecznie zapraszam was na naszego fp <link ♥ > , który coraz bardziej rośnie w siłę! <3
2.Mam nadzieję, że zauważyliście zmiany na blogu w nagłówku!? Jest wspaniały czyż nie? :) Tu znowu bardzo dziękuje Sophie za poświęcony czas, bo to kolejne jej dzieło <3
3.Obecnie jestem chora, więc pracuję nad rozdziałem do głównej fabuły, oraz (zdradzę wam taką małą tajemnicę) wraz z Sophie pracujemy nad czymś zupełnie nowym. Projekt powinien pokazać się najszybciej w przyszłym tygodniu, gdyż ja mam małe problemy, bo ciągle coś odmawia posłuszeństwa :(
To chyba na tyle.
~Daga.