sobota, 28 lutego 2015

#12 - Zaręczyny

Mam coś dla was :)
Postaram się wrócić znowu do dodawania notek codziennie.
Przepraszam ,że przez ten tydzień nie było ani jednego rozdziału, ale Nauka + moje urodziny ;c
Zapraszam do czytania ^^ 
D.

Ognisko rozświetla nasz okrąg. Wszyscy siedzimy na kocach. Johanna na jednym z Alexem, obok niej Annie. Na drugim moja mama, Effie i Haymitch. Co chwila wiatr staje się coraz bardziej zimny, a niebo ciemne. Oparta o Peetę wpatruję się w płomyki ognia.
Alex robi się coraz bardziej senny. Chyba wszystkich przytłacza ta cisza.
- Za chwilkę wrócę. Idę go uśpić. - Annie podnosi się i zabiera maluszka.
- Pójdę z tobą. - Johanna mówi coraz ciszej gdy widzi, że Alex oparty o ramię Annie już prawie usnął.
Dziewczyny znikają w drzwiach domu. Cisza jest jeszcze większa.
- To może chce ktoś skosztować pianki podpiekanej na ogniu? - Haymitch odzywa się by choć trochę zmienić  nastrój.
- Ja chętnie skosztuję. - Effie odpowiada naszemu mentorowi.
Od pobytu nad strumykiem ciągle męczy mnie jedno pytanie. Odwracam się w stronę Peety. Zarzucam mu ręce na szyje.
- Kiedy dowiem się jak chcesz spędzić swoją przyszłość? - pytam
- Na pewno jeszcze dziś. - uśmiecha się. Przytulam go. W takiej pozycji siedzi mi się naprawdę wygodnie. On również obejmuje mnie jedną ręką.
- Katniss - szepcze mi do ucha. - Spójrz.
Odrywam głowę od piersi Peety. To takie słodkie. Effie próbuje podpiec pianki, jednak jej to nie wychodzi. Haymitch pomaga jej i wtedy ich ręce nakładają się na siebie. Effie patrzy na mentora, a on na nią. Po krótkiej chwili rzuca się na jego szyję. Moja mama również się temu przygląda z uśmiechem. Zerkam w stronę drzwi. Widzę w nich wychylającą się Johanne kiwającą głową na tak.
Zerkam na Peetę z zastanowieniem. On jednak nic nie mówi. Pokrywa moje usta namiętnym pocałunkiem. Moje wszystkie myśli odchodzą. Nie interesuje mnie świat wokół. Już na zawszę chce z nim być, ja to wiem.
- Wszystkiego najlepszego Katniss! - wszyscy zaczynają krzyczeć. Powoli odrywamy się z Peetą od siebie. Widzę przed sobą Annie trzymającą tort. Haymitch i Effie trzymają się za ręce, a  Johanna stoi obok mojej mamy. Ciągle jestem przytulona do Peety.
Powoli się podnoszę. On robi to samo.
- Nie rozumiem was. - mówię ze zdziwieniem.
- Bo nie masz rozumu. - Jo burczy z uśmiechem w moją stronę.
- Niedawno miałaś 19 urodziny Katniss. Postanowiliśmy to uczcić, zwłaszcza po ostatnich przeżyciach. - moja mama podchodzi i mnie przytula. Do oczu zaczynają napływać mi łzy.
Tort jest naprawdę piękny. Widać, że to dzieło Peety.
- A więc, kto to zorganizował? - z oczu spływają mi łzy. Łzy szczęścia. Rozglądam się i widzę, że Peeeta znowu przeczesuje swoją dłonią włosy.
- Chyba wiesz kto skarbie. - Haymitch puszcza do mnie oko. - Planował to od bardzo dawna.
Nie jest daleko, ale wystarczająco tak abym mogła do niego podbiec z zamkniętymi oczami i rzucić mu się w ramiona, oraz zamknąć usta pocałunkiem. Mój plan jednak nie wychodzi. Nie ma go tam. Otwieram oczy i....
TO TYLKO SEN! TAK! NA PEWNO TO TYLKO SEN! MOJE MARZENIA PRZECIEŻ NIE SPEŁNIAJĄ SIĘ TAK Z DNIA NA DZIEŃ!
- Katniss? - Peeta mówi z lekkim zawiedzeniem.  Moje oczy znowu przepełnia fala łez.
- NIE! ZNACZY TAK! NIE, O JEJKU! - nie potrafię wytrzymać napięcia. Upadam na kolana. Biorę jego twarz w dłonie i całuję najmocniej jak tylko mogę. Tylko to mi w obecnej sytuacji pomoże. Czuję słony smak moich łez które spływają mi po policzkach. Słyszę w tle brawa.
Podnosimy się z ziemi.
- Dalej chcesz słyszeć odpowiedz na moje pytanie? - Peeta wsuwa mi na palec pierścionek.
- Nie. - rzucam się na niego.
Obracamy się w stronę wszystkich . Jak widać nie tylko ja płaczę. Moja mama również.
- Chciałbym tylko spytać, czy mogę teraz ja poprosić o chwilę ciszy? - Haymitch mówi dosyć donośnym głosem. Wszyscy zaczynają po cichu chichotać. Effie odwraca się na chwilkę w stronę Annie by szepnąć jej coś do ucha, lecz gdy wraca do poprzedniej pozycji nie może uwierzyć dokładnie tak jak ja przed chwilką. Łapie Haymitcha za rękę, podnosi po czym szybko go całuje.
Nie mogę uwierzyć, że ten dzień potoczył się tak... tak wspaniale.
Rozumiem już całe zachowanie Johanny. Przybycie mojej mamy. Najbardziej nie spodziewałam się jednak tego co przed chwilką Haymitch zrobił.

Zaczynam się śmiać. Upadam na ziemię. Wszyscy ze zdziwieniem patrzą w moją stronę. Kładę głowę na kocu i wpatruje się w niebo. Ten dzień miną tak pięknie.



Dziwnym cudem słyszę płacz Alexa. Otwieram oczy i znajduje się w pokoju. Na moim łóżku na którym spałam przez kilka dni. Jak się tu znalazłam? W pomieszczeniu panuje ciemność. Może to był tylko sen? Spoglądam na palec. Ulga spływa po moim ciele. Powoli podnoszę się i delikatnie stąpam w stronę pokoju Annie. Widzę wydobywające się spod szczeliny w drzwiach światło. Nie wiem czy mam pukać, czy lepiej jak od razu wejdę. Dotykam palcami klamkę. Zaciskam na niej dłoń i czuję, że ktoś nią naciska. Odskakuję z przerażenia do tyłu i potykam się o kawałek dywanu.
Widzę Annie stojącą w drzwiach. Upadłam centralnie na kość ogonową. Nie było to za ciche upadnięcie. Czuję lekki powiew chłodu, który muska powoli mój kark. Odwracam głowę do tyłu i widzę stojącego w drzwiach Peetę. Momentalnie wybucham śmiechem.

piątek, 20 lutego 2015

#11 - Ognisko

Nie miejcie mi tego za złe ,że nie było tak długo notek ;c
Obecnie jestem chora więc postaram się troszkę nadrobić ;)
Zapraszam!
D.

Siedzimy na trawie, nad strumykiem. Wpatruję się w wodę - to mnie uspokaja. Ciepły wiatr rozwiewa moje włosy. Kątem oka widzę, że Peeta kładzie kładzie się na trawie i wpatruje w niebo.
- Jak wyobrażasz dobie przyszłość? - pyta.
Obracam głowę w jego stronę. Patrzę mu w oczy.
- Przede wszystkim, wyobrażam sobie życie w spokoju. - uśmiecham się.
- A dokładniej?
Siadam po turecku obrócona w jego stronę.
- Nie mam pojęcia. A ty?
- Na pewno dzisiaj się dowiesz. - uśmiecha się. - Chodźmy już.

Wchodzimy przez bramę prowadzącą do domu Johanny.
- To nie miało być tak! - Jo wrzeszczy na cały głos.
- Oh, proszę zamknij się już - Haymitch odpowiada na jej wrzaski.
Jo wybiega z domu, chyba nawet nas nie zauważa. Tuż po niej Effie staje w drzwiach.
- Johanna!
- Effie, co się stało? - pytam.
- Ognisko. - mówi i puszcza oko. Nie wiem czy do nas obojga, czy tylko do któregoś z nas.

Siadam na łóżku. Nie mam co robić. Gdy tylko weszliśmy do domu, Haymitch zabrał gdzieś Peetę, a Effie poszła za Johanną. Słyszę pukanie w drzwi.
Schodzę na dół po schodach. Otwieram drzwi na oścież.
- Cjocja! - Alex zeskakuje z rąk Annie i rzuca się na mnie.
- Annie? Co wy tu robicie? - pytam zaciekawiona obejmując Alexa.
- Musimy być tu w tym dniu. - mówi do mnie z uśmiechem na buzi. - Twoja mama poszła do Johanny i Effie - dodaje wchodząc do środka.
- Jakim dniu? Przecież to tylko ognisko! - mówię ze zdziwieniem.
Annie się nie odzywa. Zabiera mi z rąk Alexa
- To może my pójdziemy odpocząć po podróży.
Nie rozumiem o co dzisiaj wszystkim chodzi. Dziwne zachowanie Johanny, Peeta mówiący, że dzisiaj dowiem się jak on chce spędzić swoją przyszłość i na dodatek Annie i moja mama które przyjeżdżają tylko na jedno głupie ognisko.
To wszystko mnie przytłacza. Upadam na łóżko i chowam głowę w poduszki.


- Tik, tak ciemna maso! - Johanna staje w drzwiach i jednym palcem uderza o swój drugi nadgarstek.
- Nie ubiorę tego! Chyba ci się śni!
- Jejku, Katniss, czy mogłabyś chociaż raz nie robić problemów? - patrzę na nią wzrokiem nienawiści.
- Idź i nie wracaj! - rzucam w nią czarnym swetrem który przed chwilą zdjęłam.
Czy ona naprawdę każe mi ubrać czarną spódniczkę przed kolana, biały t-shirt i długi kremowy sweter na 2 guziki? Nienawidzę tak się ubierać.
Po długich przemyśleniach czy to założyć czy nie schodzę niechętnie w nowym stroju.
- Czekaj, czekaj! - Johanna burczy w moją stronę.
- Co znowu? - jestem wściekła.
- Katniss, buty i... - Effie patrzy na mnie ukośnym wzrokiem. - Annie proszę przynieś z góry jakąś szczotkę do włosów! - tym razem mówi do Annie.
Zakładam czarne baleriny i siadam na krześle w salonie. Annie opiera się o framugę i wręcza Effie szczotkę. Johanna  siada na kanapie i podpiera swoją głowę rękami. Moja mama staje obok krzesła.
- Przecież jestem uczesana. - mówię do Effie.
- Katniss musisz się jeszcze duużo nauczyć.
Effie czesze moje włosy. Długo rozmyśla, co z nimi zrobić jednak po krótkiej naradzie z dziewczynami po prostu zostawia je rozpuszczone, a spina tylko jedno pasmo które leciało mi na twarz.
Zabieram wiklinowy koszyk w którym znajduje się jedzenie na ognisko. Nie czuję się za komfortowo w tym stroju, ale gdybym go nie ubrała miałabym naprawdę przechlapane. Wychodzę z domu.
Widzę Haymitcha który dorzuca do ogniska drewno a obok... Ten widok jest naprawdę śliczny. Peeta bawiący się z Alexem. W tej chwili uświadamiam sobie, że Peeta byłby naprawdę dobrym ojcem. A... a ja? Przez myśl mi nie przechodzi nawet, że mogę zostać matką. Może nie powinnam być z Peetą? Nie chcę mu niszczyć życia. Idę w ich kierunku. Po drodze Effie zabiera mi koszyk i szybkim krokiem idzie do ogniska, obracając przy tym tylko głowę i uśmiechając się w moją stronę.
Widzę jak Peeta wziął na ręce małego Alexa i popatrzył na mnie. Czuję, że się zarumieniłam. Nigdy nie byłam tak ubrana. Podchodzę do nich. Alex odkąd mnie zauważył zaczął krzyczeć ,,-Chcje do cjocj!". To było takie zabawne, że po drodze prawnie nie upadłam ze śmiechu. Zabieram z rąk Peety małą kopię Finnicka.
- Katniss, daj mi go. - Annie wyciąga ręce po malucha. - Dam wam czas - uśmiecha się do nas.
Odwracam się w stronę Peety i oboje wybuchamy śmiechem.
- Ślicznie wyglądasz. - mówi po czym mnie obejmuje. - Nieźle nas urządzili.- dalej się śmieje.
- Ciebie też? - pytam nie odstępując od śmiechu. - Zapewne Haymitch?
- ,,Jeśli się w to nie ubierzesz to przysięgam, że zawołam tu Johannę, a ta nie będzie się z tobą cackać." - oboje wybuchamy jeszcze większym śmiechem.

czwartek, 19 lutego 2015

#10 - Cierpienie czy śmierć?

A oto i 10 notka :)


Zapraszam!
D.

Od kilku dni jesteśmy wszyscy u Johanny, wczoraj nawet przyjechała Effie. Dziś ma się odbyć ognisko na nasze pożegnanie. Jutro z samego rana wracamy do 12.

Wchodzę do kuchni. Blask słońca wpadający przez okno mnie oślepia. Wszyscy już są.
Staję z tyłu nad Peetą, kładę ręce na jego ramionach i całuję go w policzek. Odwraca głowę i szepcze mi do ucha:
- Dzień dobry. 
Uśmiecham się, po czym przysiadam na krześle obok niego. Effie nalewa mi kubek gorącej czekolady.
- Czy wszystko jest już przygotowane!? - Johanna wędruje z jednego miejsca, do drugiego, jakby dzisiejszy dzień był czymś bardzo ważnym.
- Jo spokojnie - patrzę w jej stronę dalej z uśmiechem. - To tylko zwykłe ognisko.
- Nie..Oj Katniss mylisz się! To nie jest zwykłe ognisko!
- Johanna! - Haymitch stanowczym tonem burczy w jej stronę.
Peeta przeczesuje ręką swoje piękne blond włosy, jakby chciał wyjść z jakiejś niekomfortowej sytuacji.
- Johanna, usiądź sobie. Ja się zajmę resztą. - Effie sadza Jo na krześle obok.
- Czy mogę się dowiedzieć o co tu chodzi? - pytam zaciekawiona.
- Bo wiesz, dla Johanny to bardzo ważny dzień. Ona uwielbia ogniska! - Haymitch patrzy w stronę Jo.
- Yyy...Tak, tak! - Johanna niepewnie wychodzi z tej odpowiedzi.
- Katniss, dajmy jej spokój. - Effie się do mnie uśmiecha. - Może idź razem z Peetą na spacer?



Idziemy powoli, kierując się w stronę pobliskiego strumyka który przepływa przez dystrykt 7. Trzymam Peetę za rękę. Jest godzina 16. O 17 musimy być  z powrotem. Nie wiem co się dzisiaj stało mojej przyjaciółce, ale wiem to, że jakbyśmy spóźnili się o jedną minutę, rozszarpałaby nas na śmierć.
Już wczoraj widziałam na ręce Peety dziwne blizny, ale wolałam już nie dopytywać. Teraz za bardzo mnie to ciekawi.
Gwałtownie się zatrzymuje, widzę zdziwienie na odwróconej w moją stronę twarzy Peety.
Podnoszę nasze splecione dłonie do góry, mniej-więcej na wysokość jego oczu:
- A tak właściwie to co ci się stało?
- To tylko małe ranki.
- MAŁE?! Czy ty sobie ze mnie kpisz? - pytam zażenowana.
- Po prostu chciałem... Myślałem, że jesteś z Galem. Że już nigdy nie wrócisz.
- Jak widać wróciłam i nie jestem z Galem. Więc?
- Miałem wybór.
- O czym ty gadasz ? - puszczam jego dłoń i cofam się o jeden krok do tyłu.
- Katniss, co ty byś zrobiła gdyby mnie ktoś tak porwał?
- Nie wiem, nie myślałam nigdy o tym.
- Widzisz, a ja myślałem. I jeszcze to przeżyłem. - mówi Peeta.
- To znaczy?
- Gdybyś mnie straciła, co byś wybrała?
- A jaki mam wybór?
- Cierpienie.
- Albo?
- Śmierć. - dodaje Peeta.
Już wszystko rozumiem. Z oczu znowu zaczynają spływać mi łzy. Rzucam się w ramiona Peety.